wtorek, 30 września 2014

OSTATNIO OBEJRZANE: filmweb offline 2014


Jak co roku na jesieni, odbył się w Warszawie filmweb offline. W tym roku Redakcja postanowiła wyróżnić, delikatnie przypomnieć, że w głównej mierze to użytkownicy tworzą bazę filmwebu, dodając lub modyfikując treści (które niecni Weryfikatorzy bez serca odrzucają krwawicę biednych dodających). Za wyróżnienie dziękujemy (mój to chyba 7 zlot) aczkolwiek nowi uczestnicy nie za bardzo wiedzieli o co chodzi, bo przyszli na darmowe piwo.

Było ciasno, gwarno, lokal fajny ale za mały (a'leje). Zdecydowanie za mały. Obsługa delikatnie wyprosiła ostatnich uczestników (dzika banda 20 osobników w różnym stanie świeżości). O czym się rozmawiało? O filmach ofkorz ;)

W tym roku zaserwowano nam 3 tytuły:

 photo p_Bogowie_zpsd5c2262e.jpg  photo p_JudgeThe_zpsaa49be81.jpg

oraz Dzikie Historie, których nie opiszę bo mnie na seansie nie było (jak zwykle zasmarkana o tej porze roku jestem) i teraz żałuję :(

Jak widać, tym razem nie torturowano społeczności "artystycznymi filmami zemsty z Korei i postawiono na lekką rozrywkę ;) Oba filmy to co prawda dramaty obyczajowe, ale ze sporą dozą humoru wynikającą z absurdów życia codziennego.

Bogowie 7/10

Tomasz Kot jako dr Religa w pełni uchwycił charakter swojej postaci, przejmując jego styl mówienia, mimikę, chód. Cały film mocno opiera się na rewelacyjnych kreacjach aktorskich całej obsady (Piotr Głowacki i Szymon Piotr Warszawski jako współpracownicy bezczelnie kradli dla siebie ekran ;)). Technicznie film prezentuje się na światowym poziomie, nie jest nudny, nie odnosi się wrażenie, że mamy do czynienia z telewizyjną produkcją, tak jak ma to miejsce w przypadku wielu innych polskich filmów (nie znam się na technikaliach, nie mam pojęcia czym jest to uwarunkowane, ale me serce krwawi gdy oglądam polskie filmy zrobione po 2000 roku). Jako, że odzywa się we mnie mój tyci patriota, czuję lekki niedosyt, że w fimie nie użyto polskich rockowych lub punk rockowych piosenek, tylko zagraniczne, znane i popularne w tamtych czasach utwory, ale rozumiem, że (tak mi się wydaje) twórcy filmu chcieli sprzedać swój produkt zagranicznemu widzowi. Rozumiem, wybaczam ;)
To co mnie najbardziej podoba się w tym filmie, to fakt, że twórcy podeszli do historii przedstawiając człowieka z krwi i kości a nie świętego, tak jak ma to miejsce w wielu filmach biograficznych znad Wisły. Religę zdjęto z krzyża, pokazano trochę wariata, trochę nałogowca, człowieka impulsywnego posiadającego wielką pasję i potrzebę zmian w zaściankowym, pełnym zabobonów społeczeństwie (ze smutkiem muszę stwierdzić, że wiele się nie zmieniło).
Gorąco polecam, jest to film pełnowartościowy, z przejmującą historią, dobrą grą aktorską, nie pozbawiony humoru i przyjemny w odbiorze.


The Judge 6/10

Bardzo pozytywnie nastawiałam się na ten film i niestety trochę się zawiodłam. Bardzo cenię sobie amerykańskie dramaty sądowe, pełne napięcia, wyczekiwania, gdzie twórcy bezczelnie pogrywają sobie na uczuciach widza oraz kluczą i rzucają fałszywe poszlaki, wywołując konsternację. Tutaj tego nie ma. Film jest bez duszy, bez serca, praktycznie bez emocji. Niestety, ale pan Robert Downey Jr. zbyt dużo pajacuje, gra siebie, lub raczej, gra siebie grającego Tony'ego Stark'a. Dość! Na szczęście jego partnerzy filmowi dzięki temu zyskują lub po prostu są lepszymi aktorami niż gwiazda Marvel'a. Vincent D'Onofrio jako były sportowiec, którego szansę na karierę przekreślił wypadek oraz chorujący na raka, nieustępliwy i walczący o godność Robert Duvall, kradną każdą scenę. Niestety przez wygłupy ich kolegi film zdaje się nie być spójny, a nie trafione żarty (no dobrze, scena w łazience z obydwoma Robertami była tragicznie zabawna i realna, przejmująca :)) są po prostu żenujące i mało śmieszne.
Finałowa scena, która przeważnie ma na celu obdarcie z boskich szat głównego bohatera, przynieść katharsis, jest jałowa.

Podsumowując: nie było źle jeśli chodzi o filmy. Ja coś nawet wygrałam w kalamburach i odgadywaniu muzyki, aczkolwiek, panowie (i panie!) jak już organizujecie takie konkursy, to wypadałoby zadbać o nagłośnienie, albo o salę w miarę osłoniętą przed hałasem i szumem z "open space", OK?
Towarzystwo jak zwykle dopisało a w niedzielę wszyscy zaniemogli, bo gardła mieli pozdzierane od rozmów na mrozie :D

Do zobaczenia za rok :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz